O rozmowie kruka i geparda śnieżnego
-Jenny-
Nie spałam. Ale od kiedy Esme wgryzła się w moją szyję i opuściła pokój nie byłam do końca przytomna. Nadal dryfowałam. Nadal między bólem.
Gdy powróciła do mojej duszy świadomość istnienia niezręcznie podparłam się lewą ręka o balustradę. Po wstaniu z balkonowej posadzki (a czynność ta była przesycona gracją walenia tańczącego na linie) z umysłem nienapełnionym myślami podeszłam do lustra w pokoju.
Wokół ośmiu małych, okrągłych blizn widziałam zaschnięte, odchodzące ślady czerwonego płynu. Same okrągłe blizny wyglądały tak, jakby były śladami ostro zakończonych zębów – na górze dwójek i trójek, na dole jedynek i trójek.
Znalazłam łazienkę, przemyłam piekącą ranę. Wszystko mechanicznie. Nie zwracałam uwagi na szczegóły, nie myślałam, ciągle nawet wydawało mi się, że czuję chłodny wiatr ślizgający się między moimi lokami. Sama się sobię dziwię, że przez tak długą chwilę byłam perfekcyjnie wyciszona i spokojna. Nawet nie przestraszona, zła. Smutna. Ja nie rozumiałam tego, co działo się teraz wokół mnie. Nie mogłam znieść, ani zrozumieć słów wampirzycy.
Od dziecka, wpajano mi, że wampiry i wilkołaki to dzieci szatana, wrogowie Dzieci Bożych.
A teraz jeden z nich pożywił się moją krwią.
Słońce nadal nie przebijało się przez szare chmury, jednak po dłuższym wpatrywaniu się w nieboskłon mogłam dostrzec białą plamkę. Ta biała plamka była ciągle nisko, a właściwie połowa plamki ciągle ukrywała się za jednym ze wzgórz pokrytych drzewami.
Mechanicznie nacisnęłam klamkę, mechanicznie wyszłam na korytarz. Jednak z transu wyrwał mnie piękny, dziewczęcy głos. Ten sam, który w jakiś dziwny sposób omamił wczoraj moje zmysły, sprawiając następnie ból przez wypowiedzenie tylko jednego słowa.
Niebieskookie ukojenie obdarzone ciemnymnobrązowymi włosami patrzyło na mnie oparte o portyk drzwi przed mną.
- Witaj, ofiaro.
-Lilith-
W końcu się jej doczekałam. Sierota nareszcie wyszła ze swojego pokoju. Chwiała się i wygladała na jeszcze bledszą niż ja. Esmie już u niej była? Anastasia? Na pewno nie James. Gdyby to głodny James był u niej pierwszy, to ta mała przez tydzień nie wiedziałaby jak się buty wiąże. A ona jeszcze na taką nie wygladała.
Jeszcze.
- Witaj, ofiaro – Ana powiedziała, żeby pierwszego dnia traktować ją „dobrze”. Zresztą, pierwszego dnia wszystkie ofiary mamy traktować „dobrze”.
Rozkoszne i niewinne stworzenie odskoczyło i zauważyło mnie. Zastygło w takiej pozycji na kilka długich sekund, aby następnie zrobić dwa małe kroki w tył. Jakby chciała uciekać. Muszę przyznać, że zabawnie patrzyło się na nową zabawkę. Mimowolnie uniosłam do góry kącik ust.
- Nie uciekaj. Przecież cię tutaj i teraz nie zabiję.
Wkurwiała mnie.
Nie wiem, czy to przez wampirski instynkt. Przez pierwotną naturę każdej bestii. Ale przez jej uparcie. Słyszałam kawałek rozmowy z Esmie. Słyszałam, jak nas nazywa. I wyczuwałam jej niezachwianą jak penis w stanie erekcji wiarę.
To nie jest do końca jej wina. Nie sądzę, żeby dorośli ludzie pozwalali młodszym ludziom wybierać religię. I poglądy.
Ale to i tak mnie wkurwiało. A instynkt nie dawał o sobie zapomnieć. Chciałam zabić tą małą. Torturować. Wgryźć się w nią i wyssać ostatnią kroplę krwi. Jednak walczyłam z instynktem jak każda bestia, wilkołak i wampir. Każdy jednak oddaje się instynktowi i jakoś wyżywa się na ofierze gromady.
Mówiąc o gromadzie i ofierze... Dlaczego przywieźli nam kogoś takiego do Elicte? Do jednej z najlepszych gromad? Małe, słabe ciało pełne tylko słabej krwi.
Mała wyglądała, jakby coś porządnie gryzło jej tyłek. Patrzyła to ukradkiem na mnie, to powracała wzrokiem do podłogi. Drgała jej broda, drgały jej ręce. Właściwie cała drgała.
Śmiertelnie cicho wyszeptała kilka słów, może ułożyła je w zdanie. Uśmiechnęłam się widząc jej nieśmiałość.
- Co? – zapytałam wesołym tonem.
- Jak to zrobiłaś...
- Co zrobiłam? – spodobała mi się koncepcja sadystycznej gry w pytania. Mała przystąpiła z jednej nogi na drugą.
- Czarowałaś śpiewem... A potem sprawiłaś mi ból jednym słowem... Chcę wiedzieć, jak ktoś odwrócony od Boga może mieć taką zdolność...
Porwałam pierwszą rzecz, która nawinęła się pod moją rękę. Waza o dość wymyślnym kształcie roztrzaskała się na ścianie obok głowy małej. Zresztą na pożytek wystroju korytarza i mojego poczucia estetyki. Nie mam potestacji, nie jestem nawet w połowie tak silna jak James czy Maya, ale muszę przyznać, że gdybym na celowanie przeznaczyła dodatkowe pół sekundy, musielibyśmy sobie sprowadzić nową ofiarę.
- Przestań utożsamiać bestie z diabłem. Szatanem. Belzebubem, Mefistoflesem. Iblisem czy Antychrystem. Na krew mojego ojca, wybierz sobie termin i daj spokój z tymi demonami! Nie rozumiesz, że tak pożyjesz dłużej?! – poczekałam, aż do tej idiotki doszło jej beznadziejne położenie. - Muszę jednak poćwiczyć celność... Bądź grzeczną dziewczynką i powtórz swoje pytanie.
Stworzenie patrzyło się na kredowe kawałki porcelany w taki sposób, iż miałam wrażenie, że waza za kilka długich sekund złoży się i powróci na miejsce. Mało tego, nawet przestanie mnie obrzydzać i znajdę sens jej istnienia przed drzwiami do mojego pokoju i basenu.
- Jak to ro... Robisz..? - zapytała jeszcze ciszej, a nie sądziłam, że było to możliwe.
- To moje dary - Anastasia i Maya powiedziały, żeby wszysko załatwiać w swoich pokojach, nie w miejscach publicznych. - Zapraszam cię do siebie - otworzyłam drzwi do siebie szerzej.
A mała nadal próbowała mi udowodnić, że ma telekinezje w oczach. Ciągle jej nie rozumiem. Powinna być już świadoma celu jej życia.
Odsunęłam się, aby mogła iść przede mną. Moja Mistrzyni mówiła, żeby nigdy nie spuszczać ofiary lub wroga z oczu, jednocześnie obserwując, czy zagrożenie nie nadchodzi z innej strony. Oczu dookoła głowy nie mam, ale ofiarę przepuszczę.
- Schody po prawo... - moje dobrotliwe serce nakazało mi, abym wskazała jej drogę. A mała schodziła coraz niżej, do mojej pracowni. Znalazłyśmy się poza zasięgiem światła, zaczęłam szukać klamki. Gdy ofiara zrobiła jeszcze jeden, nieśmiały krok, znalazła się w moim pokoju, czyli według etykiety mogłam z nią nawet uprawiać seks. Ale to raczej zrobiłaby Esmie.
Nie. Ona to zrobi.
Dzięki światłu z trudem przebijającemu się przez wodę zebraną za szybą, byłam w stanie ominąć kręcone schody, umiejscowione na środku pokoju i dotrzeć do biurka. Gdy pracownię wypełniło żółtawe światło, mała wlepiła wzrok w szkice artystów z całego świata, kserówki i rysunki moje i Mona Lisy, przedstawiające wodne stworzenia. Tymi cennymi kartkami zalepiłam dokładnie każdą ścianę. Każdą, oprócz mojego okna na podwodny świat, oczywiście.
- Interesuję się życiem wodnych stworzeń – istota stała jak zamurowana, oglądając tylko z daleka szkice. - Nie wiem, po co ci to powiedziałam. To znaczy wiem. Maya powiedziała, że „aby w pełni panować nad wszystkimi moimi darami, muszę się nauczyć panować nad popędem krwi”. To coś, przez co każdy tutaj chce cię ubić a pózniej wypić ostatnią krople z rozszarpanych tętnic. To jest po prostu bez sensu. To całe powstrzymywanie się. Rozmowa nie będzie dla mnie ekscytująca. – brązowe oczy przepełnione strachem uciekały przed moim wzrokiem jak przed... Ogniem.
Moja ekscytacja, gdy płomienie pięły się ku górze. Gdy paliły pościel i poduszki. Mój strach gdy chciały dosięgnąć mnie. Zmieszany z euforią. Ale ja nie byłam zła. Przysięgam, każdy pomyślałby, że jestem potworem. Ale zrobiłam to... Trudno mi o tym opowiadać...
Szybko wróciłam myślami do prawie nieruchomego zbiornika na krew.
- ... No chyba, że będziesz coś mowić - usiadłam w moim fotelu przy biurku. - Możesz usiąść, możesz stać. Ja mam tylko poćwiczyć.
Wybrała opcję z siedzeniem na mniej wygodnym fotelu, siedziała twarzą do mnie. Odważnie.
- Poćwiczyć... Co?
- Kontrolę - przyciągnęłam kubek z kawą do wargi. Albo odważna, albo ma IQ sznurówki. - Nigdy nie spotkałaś bestii, prawda?
- Nie...
- Nie dziwię się. Żyłaś w tym kościółku... Zamknięta.
- Nie. - Prwawie cedziła przez zęby.
- Na prawdę? - masowałam ze zdenerwowania ręce. Musiałam tylko podtrzymywać rozmowę. - A ktoś taki jak Esme? Czy kiedykolwiek spotkałaś kogoś takiego jak Esme, zanim Esme zrobiła ci te dziurki na szyi? Spotkałaś kiedyś lesbijkę?
O jejku, czy mnie wzrok nie myli? Czy nasza nowa ofiara prawie niewidocznie skrzywiła się słysząc słowo "lesbijka"?
- Tylko Esme...
- Tak myślałam... - ręce mnie swierzbiły, więc przeczesywałam nimi ciemne włosy. - Wolisz posłuchać czegoś o mnie, naszej gromadzie? O tym zamku?
Zapanowała bezwzględna cisza.
Chciałam rozszarpać jej tętnicę.
- ... O tobie.
Westchnęłam cicho, walcząc z rządzą krwi.
- Lilith Wayne, uczennica Mayi Ropemaker. Nazywam ją Mona Lisą, niedługo zrozumiesz dlaczego. Członkini Elicte - Wydukałam jednym tchem. - Teraz ty.
Pomyslałam o wozszarpywaniu jej ciała, jednak zignorowałam tą szybką i pobudzającą myśl. Zaczęłam bawić się skórą na mojej szyi, jakby to miało mi zastąpić posiłek.
Ja na prawdę nie jestem zła, nie jestem nawet złośliwa. Nie wiem, dlaczego rzuciłam w nią wazą. Dawno nie piłam ludzkiej krwi, dlatego kontrola nie przyjdzie mi łatwo. Ale Sokrates mówił, że nie ważne jak wolno idzie się do celu, bo najważniejsze jest, aby do niego po prostu dążyć. Czy jakoś tak.
- Jestem Jenny Proundmary... - A może to był Pitagoras? - ... Ja... Emm... Jestem z sierocińca... - Kartezjusz? - Mam siedemnaście lat...
- Ciekawe. To tak jak ja. Z tą różnicą, że tylko moje ciało ma siedemnaście lat i ja czuję, że mam siedemnaście lat. Żyję dwadzieścia lat, wiesz? - spojrzałam na kalendarz. Powoli lecz nieubłaganie zbliżał się 31 października. - Niedługo będziemy świętować moje Przemienienie. Sześć lat jestem bestią-wampirem. - powróciłam do przeczesywania palcami końcówek. - Opowiedz mi o sobie coś jeszcze - mów. Mów cokolwiek. Słuchanie przez chwile będzie mnie powstrzymywać. Nie chcę ci teraz sprawiać wiele bólu.
- Ja... Na prawdę nie wiem co jeszcze... I-i tak mnie nie słuchasz i nie potrzebne ci te informacje... - w końcu spojrzała w moje niebieskie oczy. - Lilith ...
Od kiedy zamieszkałam w zamku gromady była tu tylko jedna ofiara. Eitha? Eithne. Nazywała się Eithne MacHagan. Podobno była z celtyckiej rodziny, czytała tylko runy, dlatego bardzo spodobała się Anastasii. Ale Eith była cicha. Od początku wiedziała jak się zachować przy swoich Panach. Nigdy nie zwróciła się do nas po imieniu i nie rozpalała tak mojego instynktu.
- Ofiara nie zwraca się do swoich Panów po imieniu - wstałam z fotela, zwróciłam się ku niej. Zauważyłam, że na moich włosach powstał mały kłos.
- Opowiem jeszcze... - drżała. I słusznie.
- Miałaś czas i go zmarnowałaś.
Moment pózniej znalazłam się przy nie. Wkułam się w jej bladą skórę. Nareszcie zaspokoiłam mój pierwotny apetyt.
Jej krew krążyła już w moich żyłach.
łyszałam, jak nas nazywa. I wyczuwałam jej niezachwianą jak penis w stanie erekcji wiarę. ~ Kudłacz 2015. Po prostu bjudiful. Tak aż mi się przypomniał pewien rozdział na SCC. Teraz jedzie już Diabolikiem. Jenny kreowana na główna bohaterkę DL ,niby tępa jak nóż z MacDonalda a jednak jest fajna xd Hardorowe hentai na propsie ,no i ten. Na początku byłam sceptycznie nastawiona do elicte....ale widzę ,że się rozkręca.
OdpowiedzUsuńUwierz mi.
UsuńTo będzie maszynka do zabijania na kółkach.